Andrzej Grabowski przerywa milczenie. Ostro podsumował znanego polskiego reżysera: „Czuć niesmak”

Czy można rozśmieszać tłumy, mając w kieszeni telegram o śmierci ojca? Andrzej Grabowski w rozmowie z RMF FM odsłania kulisy zawodu, który wymaga nieludzkiej dwoistości. Aktor opowiada o momentach, w których życie prywatne brutalnie wdzierało się na scenę, o walce z cieniem Ferdynanda Kiepskiego oraz o tym, dlaczego w kontaktach z ludźmi czasem woli przybrać maskę.
Andrzej Grabowski, fot. Adrian Pallasch, źródło: RMF FM
  • Andrzej Grabowski opowiada o dwoistości zawodu aktora, gdzie życie prywatne często wkracza na scenę, a emocje muszą być ukrywane pod maską postaci.
  • Aktor szczerze komentuje kulisy branży filmowej, m.in. rozczarowanie zachowaniem reżysera filmu „Ministranci” oraz wyzwania związane z rolą Ferdynanda Kiepskiego.
  • Grabowski podkreśla, że aktorstwo to nieustanna improwizacja i walka z własnymi słabościami, a życie aktora to sinusoida emocji, w której maski pomagają przetrwać najtrudniejsze chwile.
  • Odwiedź stronę główną RMF FM.

Z Andrzejem Grabowskim rozmawiał Bartłomiej Buczak.

Grabowski przyznaje, że aktorstwo to ciągłe balansowanie pomiędzy własnymi emocjami a oczekiwaniami publiczności. Wspomina sytuacje, gdy musiał grać na scenie mimo osobistych tragedii – śmierci ojca, matki czy brata – i podkreśla, że zawód aktora wymaga umiejętności oddzielenia życia prywatnego od zawodowego. „To jest możliwe. Człowiek potrafi to rozdzielić. Przynajmniej ja potrafiłem” – mówi szczerze.

Korzenie, dzieciństwo i pierwsze kroki na scenie

Aktor wraca myślami do swojego dzieciństwa w Alwerni, gdzie życie toczyło się wokół kościoła i klasztoru, a społeczność była mała i zżyta. To właśnie tam, w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, kształtowały się jego wartości i spojrzenie na świat. Wspomina czasy, gdy telewizja była nowością, a świat wydawał się znacznie mniejszy niż dziś.

- Wie Pan, ja znam ludzi w Alwerni - znałem, no bo oni już nie żyją - faceta, który był wójtem w Alwerni czy burmistrzem, którzy, kiedy przed pierwszą wojną światową, nadleciał z aeroklubu krakowskiego samolot i krążył nad Alwernią, ludzie uciekli, bo pierwszy raz zobaczyli ptaka, który nie macha skrzydłami, warczy i lata. Nie wiedzieli, co to jest, więc pochowali się po domach. A burmistrz Stanisław Walczyński wyskoczył na środek rynku i krzyczał do odlatującego samolotu, wyciągając ręce: „Duchu Święty, nad Alwernię, nad Alwernię!” No więc takie to były czasy i ja tych ludzi znałem - wspomina. 

Liceum i studia aktorskie nie były dla niego łatwe – musiał walczyć o uznanie, często słyszał, że jest „za głupi” na aktorstwo. Jednak to właśnie niepowodzenia nauczyły go najwięcej. „Każde niepowodzenie uczy więcej niż sukces” – podkreśla, wspominając wyrzucenie z akademika czy konieczność powtarzania roku.

Między wielkimi rolami a łatką Ferdynanda Kiepskiego

Choć Grabowski był filarem Teatru Słowackiego i grał wielkie role – od Szekspira po Mrożka – to właśnie postać Ferdynanda Kiepskiego przyniosła mu największą rozpoznawalność. Aktor przyznaje, że początkowo traktował tę rolę z dystansem i niechęcią, obawiając się łatki „wesołkowatego faceta”. Jednak z czasem zrozumiał, jak trudne jest rozśmieszanie ludzi i jak wielkiej improwizacji wymaga rola w serialu komediowym.

To nie jest łatwa rozrywka. To jest bardzo trudne do zagrania.

 – mówi, podkreślając, że improwizacja i szybkie tempo pracy na planie „Kiepskich” były ogromnym wyzwaniem. Z czasem nauczył się dystansu do własnego wizerunku i przestał przejmować się opiniami kolegów z branży.

Hipokryzja branży i rozczarowania zawodowe

W wywiadzie Grabowski po raz pierwszy publicznie komentuje sprawę filmu „Ministranci”, nagrodzonego Złotymi Lwami, i wyraża niesmak wobec zachowania reżysera Piotra Domalewskiego, który nie poinformował go o zmianie obsady. Porównuje tę sytuację do klasy reżyserów, takich jak Andrzej Wajda, którzy potrafili zachować się z klasą nawet w trudnych momentach.

Przecież reżyser zwrócił się do mnie, abym mu napisał, że ja zagram rolę księdza w tym filmie i na tej podstawie PISF wydawał pieniądze. Nie tylko na tej, że ja będę grał, ale między innymi na tej. Po czym okazuje się, że zagrał tę rolę zupełnie ktoś inny. Zresztą świetny mój kolega. 

I dodaje: No więc to też mnie tak uderzyło, ale nie uderzyło aż tak bardzo, bo to nie była żadna moja wina, tylko pomyślałem sobie, że to nie jest fair, bo jak u Andrzeja Wajdy grałem w filmie o stoczni, o historii Wałęsy - grałem tam dyrektora stoczni z lat siedemdziesiątych - Wajda, gdy zrezygnował z tego wątku, kiedy montował, napisał do mnie list, że mnie bardzo przeprasza, ale niepotrzebny mu jest cały ten wątek i wobec tego rezygnuje. “Spotkamy się kiedy indziej” i tak dalej, i tak dalej. I zrobił to Andrzej Wajda, a reżyser “Ministrantów” nie potrafił tego zrobić. I mam do tego nie żal, tylko niesmak czuję po tym. Mówię to pierwszy raz publicznie - wyznaje Grabowski.

Aktor nie szczędzi krytyki środowisku artystycznemu, punktując hipokryzję i brak lojalności. Podkreśla, że przypadki i losowe wydarzenia często decydują o karierze aktora, a nie tylko talent czy samozaparcie.

Maski, samotność i codzienność aktora

Grabowski przyznaje, że woli role charakterystyczne, za którymi może się schować. „Mogę wtedy więcej powiedzieć, ukrywając się, niż gdybym grał siebie” – tłumaczy. Opowiada o samotności, która towarzyszy aktorowi, zwłaszcza podczas występów stand-upowych, gdzie kontakt z publicznością jest bezpośredni i wymagający.

Życie aktora to nieustanna sinusoida – od wzlotów do upadków, od euforii do depresji. Maski, które zakłada na scenie, pomagają mu przetrwać najtrudniejsze chwile, ale po zejściu ze sceny wraca do rzeczywistości, gdzie emocje wracają ze zdwojoną siłą.

Przyszłość aktorstwa i wyzwania technologiczne

Aktor z niepokojem patrzy na rozwój sztucznej inteligencji i cyfrowych technologii, które pozwalają generować aktorów i całe filmy bez udziału ludzi: Dożyłem czasów, kiedy sztuczna inteligencja może mnie stworzyć jako bandytę, jako księdza, jako zboczeńca, może mi włożyć w usta wszystko - mówi. 

Wspomina sytuację, gdy podczas kręcenia „Kiepskich” wykorzystano cyfrowo twarze zmarłych kolegów. 

Nie tak dawno to było, kiedy kręciliśmy w czasie Pandemii ostatni odcinek „Kiepskich”, w którym Ferdek namawiał do tego, aby ludzie się szczepili, a wtedy już umarł Rysiek Kotys, nie było Darka Gnatowskiego, sztuczna inteligencja stworzyła ich. To znaczy ja nie wiem, czy to była sztuczna inteligencja. 

I dodaje: To byli aktorzy, których materiał wysłano do Moskwy - pamiętam, że to tam się działo - i stamtąd już po piętnastu minutach przysłali gotowe ujęcia. W efekcie na ekranie nie rozmawiałem z Czajką, który na planie dublował Ryśka Kotysa, tylko z samym Ryśkiem, bo cyfrowo dorobili mu twarz. Tak samo nie rozmawiałem z tym drugim aktorem, a z Darkiem Gnatowskim. Z tym że wtedy jeszcze nie było ich głosów. Ktoś musiał parodiować głos Darka. A dzisiaj już można zrobić wszystko…  

Grabowski pytany o to, czy w związku z użyciem AI ma obawy o przyszłość zawodu aktora odpowiada: 

Jak to będzie wyglądało? Jakie będą warunki tworzenia czegoś takiego? Czy my stworzymy jakieś zasady i prawa? Na razie hulaj dusza piekła nie ma. [...] Jak to będzie? Cholera to wie. Wolałbym, żeby to było oparte na jakichś takich moralnych zasadach…

Życie to teatr, teatr to życie?

Na pytanie o to, czy życie to teatr, Grabowski odpowiada przewrotnie: 

Zgadzam się ze wszystkim: że życie to teatr – zgadzam się; że teatr to życie - też się zgadzam; że życie to nie teatr - też się zgadzam; że teatr to nie życie - też się zgadzam. Ze wszystkim się zgadzam, bo wszyscy mają rację, bo życie jest teatrem i nie jest teatrem.

Podkreśla, że każdy z nas zakłada maski, gra role – zarówno na scenie, jak i w codziennym życiu. Aktorstwo nauczyło go dystansu do siebie i do świata, a także tego, że najważniejsze jest, by „nie starać się zagrać lepiej od innych, bo zagrasz gorzej niż potrafisz”. 

Andrzej Grabowski w szczerej rozmowie odsłania kulisy zawodu aktora, pokazując, że za śmiechem i maskami kryją się prawdziwe emocje, samotność i codzienna walka z własnymi słabościami. Jego opowieść to nie tylko historia kariery, ale także uniwersalna refleksja o życiu, które – jak teatr – pełne jest ról, masek i nieoczekiwanych zwrotów akcji. 

Czytaj dalej: