Film „Backrooms. Bez wyjścia”
19 czerwca do polskich kin wszedł horror psychologiczny „Backrooms. Bez wyjścia”. Punktem wyjścia dla fabuły jest zjawisko określane jako „noclip”. To wywodzące się z gier wideo pojęcie, które oznacza tryb, gdy postać może przechodzić przez ściany, podłogi i inne ograniczenia fizyczne. W sieci kojarzone jest także jako swego rodzaju „wyjście poza zasady świata” i przekraczanie granic.
Główny bohater, Clark, niespodziewanie odkrywa w piwnicy swojego sklepu tajemnicze przejście, które prowadzi go do labiryntu korytarzy, które zdają się nie mieć końca. Mężczyzna postanawia podzielić się tą wiadomością ze swoją terapeutką – ta jednak nie bierze go „na serio” i podejrzewa, że to tylko omamy związane z pogarszającym się stanem psychicznym. Sytuacja zmienia się, gdy Clark przestaje przychodzić na umówione wizyty. Zaniepokojona dr Mary postanawia sprawdzić, co stało się z jej pacjentem – rozpoczyna śledztwo, podczas którego zaczynają dziać się coraz to dziwniejsze rzeczy. Kolejne wydarzenia zaczynają jeszcze mocniej wymykać się logice, a otaczający kobietę świat powoli przestaje działać według znanych dotychczas zasad.
O co chodzi z uniwersum „Backrooms”?
Reżyserem produkcji jest zaledwie 20-letni Kane Parsons, znany też jako Kane Pixels. To jego debiutancki film pełnometrażowy, ale wcześniej zrobił już spore zamieszanie w sieci za sprawą filmików, które już przedstawiały świat zawarty w „Backrooms”. Internetowa seria zawiera ponad 20 odcinków i cały czas dostępna jest na youtubowym kanale twórcy, który subskrybują ponad 3 miliony użytkowników.
Świat splątanych, żółtych korytarzy żył jednak przede wszystkim na forach internetowych. Tam powstały całe społeczności, których użytkownicy dzielili się nowymi historiami i poziomami, które istniały w „Backrooms”. Tak całe uniwersum rozwijało się i cały czas poszerzało. Kiedy 16-letni Kane zaczął tworzyć swoje wizualizacje, fandom przyjął je z entuzjazmem.
Post on Instagram
Jak nakręcono „Backrooms”?
Ekipa filmu pracowała na gigantycznym planie zdjęciowym. Zbudowane labirynty były tak ogromne, że ludzie realnie czasami się w nich gubi. Całe dekoracje zajmowały ponad 30 000 stóp kwadratowych. Choć pojawiły się propozycje wykreowania tego w sztucznej inteligencji, Parsons uparł się, że wszystko ma powstać w fizycznej formie. W rozmowie z Interviev Magazine podkreślił, że jest przeciwnikiem wykorzystywania AI w branży kreatywnej. Reżyser najpierw przygotował model scenografii w programie Blender – filmowa konstrukcja to efekt kilku miesięcy pracy nad samym tym projektem.
- Nigdy nie skłaniałbym się ku generatywnej sztucznej inteligencji i osobiście jestem przeciwny jej wykorzystaniu w branży kreatywnej, poza automatyzacją prostych zadań. Zawsze twierdziłem, że chcę być jak najbardziej praktyczny i tak właśnie zrobiliśmy. Zdecydowana większość tego, co widzicie w filmie, to zbudowane scenografie. Za każdym razem, gdy postać fizycznie chodzi po podłodze, to prawdziwa podłoga. Za każdym razem, gdy fizycznie dotyka ściany, to prawdziwa ściana.
Post on Instagram
