To oni przejechali Polskę razem z Łatwogangiem. Tak mówią o Piotrku: „To jest po prostu tytan”

Za nami kolejna wielka akcja Piotrka, tworzącego w sieci jako Łatwogang. Influencer z Zakopanego dojechał rowerem aż do Gdańska. Na trasie nie był sam! Towarzyszyli mu kolarze, którzy dołączali po drodze. Trójka z nich, która wspierała influencera przez ok. 500 kilometrów, opowiedziała o całym wydarzeniu ze swojej perspektywy.
fot. Łatwogang, źródło: East News

Łatwogang przejechał z Zakopanego do Gdańska. Na trasie towarzyszyli mu m.in. Szymon, Karol i Marcin

Cała Polska wciąż rozmawia o kilkudniowej transmisji Łatwoganga, podczas które influencer jechał z Zakopanego przez Polskę, aż do Gdańska. Podczas streama w sieci zbierane były środki na leczenie w Stanach chłopców chorujących na dysforię mięśniową Duchenne’a – w skrócie DMD. 

Z Piotrkiem jechali między innymi: Szymon Pająk, Karol Grabowski i Marcin Kuśnierz, którzy gościli ostatnio w audycji Kanału Zero. Mężczyźni dołączali do influencera w okolicach Krakowa – cała trasa nad morze wynosiła z tego punktu ponad 500 km. Podczas streama wielu internautów rozmawiało już o tym, jak to się stało, że Marcin znalazł się na trasie. Jest to zaskakująca historia! Mężczyzna dowiedział się z transmisji, że ekipie brakuje magnezu – chciał więc podrzucić go chłopakom i odprowadzić ich do Krakowa. Powiedział więc żonie, że wychodzi i finalnie… dojechał aż do Gdańska! 

Post on Instagram

Niemniej ciekawą historię ma Szymon. Kolarz dołączył do Piotrka przed Krakowem, potem wrócił do siebie do pracy, przepracował sobotę i… znów dołączył do peletonu! Na trasę do okolic Torunia podrzuciła go narzeczona. Dla Karola natomiast było to największe dotychczasowe wyzwanie kolarskie. Mężczyzna na początku myślał, że przeprowadzi Piotrka tylko przez Kraków, potem postanowił zostać na noc w Wolbromiu, gdzie zorientował się, że z 15 kolarzy zostało tylko czterech. Nie chciał więc zostawić tam Łatwoganga i został jeszcze do poranka. – A potem to już tak szło i szło, zrobiła się kolejna noc i stwierdziłem, że trzeba już zostać do końca – powiedział.

To oni wspierali Łatwoganga na trasie przez całą Polskę

W rozmowie Kuśnierz wyjaśnił, jak doszło do sytuacji, która zakończyła się upadkiem Łatwoganga z roweru – na szczęście nic poważnego się nie stało, jednak w kamerze zajście wyglądało na niebezpieczne. Na początku mówiono, ze ktoś zajechał mu drogę albo że była to wina kogoś z pobocza, kto chciał zbić piątkę. Jak się jednak okazało, było zupełnie inaczej. 

To nie była wina tego chłopaka. Ja prowadziłem, pytałem się, gdzie jedziemy „lewo-prawo”. Ktoś krzyknął „w lewo” i nie miał pojęcia, gdzie jedziemy. Zaczęliśmy skręcać i z Piotrkiem dotknęli się kołami. Nie wiem jak Piotrek to zrobił, że rower się wywrócił, a on spadł na nogi. Super mu to się udało i nikomu nic się nie stało – wytłumaczył mężczyzna. 

Zobacz także
Cel 12 milionów osiągnięty! Łatwogang jedzie na rowerze przez Polskę i zbiera pieniądze dla chorych dzieci
Piotrek, znany w sieci jako Łatwogang, to twórca internetowy, który do tej pory nagrywał różnego rodzaju wyzwania, w tym piosenkę z Edem Sheeranem, a także, w ramach projektu OWG, relacje z podróży z Kubą Pateckim i OjWojtkiem. O influencerze…

Szymon doprecyzował jeszcze, że ich rolą było wspieranie Piotrka, motywowanie do dalszej jazdy oraz zasłanianie go od wiatru. 

My dużo zasłanialiśmy wiatr, dużo mu pomagaliśmy mentalnie. Nawet gdy my byliśmy zmęczeni, to nakręcaliśmy go, same pozytywne informacje.

Karol z kolei podkreślił, że energia Łatwoganga na trasie była niesamowita. Influencer z każdym się witał, każdemu starał się odpowiedzieć i przybić piątkę. To z kolei wymagało od niego jeszcze większego wysiłku fizycznego – nie dość, że musiał jechać na rowerze, to jeszcze przeznaczał energię na kontakt ze zgromadzonym tłumem. Szczególnie dało się to odczuć na postojach – kolarze mieli wtedy kilka minut dla siebie, TikToker od razu był oblegany przez ludzi. 

– Sama trasa to jest niewyobrażalny wyczyn. (…) Jeśli on nie ma takiego doświadczenia kolarskiego i takiej wytrzymałości, żeby to zrobić, a on to zrobił. To potężny wydatek energetyczny, a on przecież faktycznie, to moim zdaniem drugie, trzecie tyle, ze wszystkimi wchodził w interakcję. (…) Każdemu odpowiadał, każdego pozdrawiał. Do każdego był uśmiechnięty, szczery, nikogo nie chciał pominąć. Pomyślałem, że to jest faktycznie bardzo duży wydatek siły, a on na to wszystko znalazł siłę, to jest po prostu tytan – podsumował Karol. 

Czytaj dalej: